Archive for February, 2001

Nowa matura z niewiadomą

Wednesday, February 28th, 2001

Uczniowie elbląskich szkół średnich obawiają się nowej matury.
Egzamin na nowych zasadach będzie obowiązywał od 2002 roku. Już dziś wzbudza jednak wiele emocji.
- Najbardziej obawiam się egzaminu z matematyki – twierdzi Mateusz Kownacki, uczeń III klasy jednego z elbląskich liceów.

– Zdecydowanie wolę przedmioty humanistyczne. Matematyka, choć królowa nauk, jakoś nie wchodzi mi do głowy. Myślałem, że zgodnie ze starym systemem będę mógł wybrać egzamin z języka obcego.
Uczniowie denerwują się również brakiem informacji na temat wymagań, którym będą musieli sprostać.
- Nauczyciele robią wprawdzie dobrą minę do złej gry, ale skoro oni do końca nie wiedzą, jakie będą nowe wymagania, to skąd my mamy to wiedzieć – pyta Joanna Marciniak, uczennica liceum.
Zdaniem dyrekcji szkół decyzja o nowym egzaminie już zapadła. Nie da się jej cofnąć. Można jedynie starać się o to, aby jak najlepiej przygotować uczniów do egzaminu.

- To prawda, że nie ma jeszcze specjalistów, którzy wiedzą w jaki sposób powinniśmy przygotowywać naszych uczniów do tego egzaminu – mówi Jan Zaborowski, dyrektor III LO w Elblągu. – Zmienia się cały system nauczania. Na to trzeba lat.

Autor artykułu: Agata Załuska

Mieszkańcy czekają na czynszówki

Wednesday, February 28th, 2001

Tylko jedna elbląska spółdzielnia mieszkaniowa zamierza wybudować bloki z tanimi mieszkaniami lokatorskimi. Inne spółdzielnie na razie tylko się przyglądają.
Mieszkanie lokatorskie to lokal, który można wynająć od spółdzielni lub towarzystwa budowlanego, wpłacając kaucję wynoszącą do 30 procent wartości mieszkania.

- Gdy najemca rezygnuje z lokalu, spółdzielnia zwraca mu zrewaloryzowany wkład, pomniejszony o koszty amortyzacji, czyli zużycia lokalu – tłumaczy Edward Szczerba, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Filar w Elblągu.
Spółdzielnia zamierza wybudować dwa bloki z jedno- i dwupokojowymi mieszkaniami lokatorskimi. Budynki mają stanąć przy ulicy Żyrardowskiej.

- Na razie mamy tylko projekty tych bloków – tłumaczy Edward Szczerba. – Budowa ruszy pod warunkiem, że otrzymamy kredyt z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego. Złożyliśmy już odpowiedni wniosek. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu otrzymamy pozytywną odpowiedź.
Spółdzielnia Filar specjalnie nie nagłaśniała zamiaru budowania czynszówek. Mimo to znaleźli się już chętni na prawie wszystkie mieszkania w obu budynkach.
- Działo się to na zasadzie, że jeden znajomy powiedział drugiemu znajomemu – mówi Edward Szczerba. – Z nikim jeszcze nie podpisaliśmy żadnej umowy, gdyż nie wiemy, kiedy ruszy budowa.

Aby starać się o mieszkanie lokatorskie, trzeba spełniać określone warunki. Obowiązują tu podobne zasady, jak w towarzystwach budownictwa społecznego. Przede wszystkim nie można posiadać prawa do innego lokalu i trzeba mieć stałe dochody.
- Czynszówki to przyszłość mieszkalnictwa – usłyszeliśmy w spółdzielni Usługa Dom. – Nie jest wykluczone, że kiedyś będziemy budowali takie mieszkania.

Autor artykułu: Ingrid Hintz

Rodzinom zastępczym brakuje pieniędzy

Wednesday, February 28th, 2001

Wiele elbląskich rodzin zastępczych protestuje przeciwko zmianom zasad ich finansowania. Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej wpłynęło już około 20 odwołań w tej sprawie.

Nowe rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie rodzin zastępczych obowiązuje od 1 stycznia. Niektóre rodziny dostają teraz na utrzymanie dziecka nawet o 400 zł mniej niż dotychczas.

- Rozporządzenie wprowadziło podział rodzin zastępczych na niezobowiązane i zobowiązane – mówi Mirosława Grochalska, zastępca dyrektora MOPS w Elblągu. – Te drugie, to rodziny, które zgodnie z kodeksem rodzinnym i opiekuńczym można zobowiązać do łożenia środków na dzieci. Są to najczęściej dziadkowie lub starsze rodzeństwo.
Niezadowolenie wielu rodziców zastępczych wynikło stąd, że w przypadku rodzin zobowiązanych wysokość świadczenia jest teraz uzależniona od dochodów danej rodziny.
Zofia Koperska od kilku lat wychowuje 10-letnią dziś wnuczkę Olę. Teraz na utrzymanie wnuczki będzie dostawała niespełna 300 zł.

- Swojej renty mam tylko 422 zł – wyznaje pani Zofia. – Do tego dochodzi 156 zł renty, którą Ola dostaje po swoim ojcu i świadczenie na rodzinę zastępczą. Zabrano nam ponad 200 zł. To dla nas wielka strata. Już teraz ledwie wiązałyśmy koniec z końcem. Nie wiem, co będzie dalej.
W podobnej sytuacji znalazło się po Nowym Roku kilkadziesiąt z 229 elbląskich rodzin zastępczych.
- Ludzie mają pretensje do nas, a przecież to nie jest nasz wymysł, tylko Rady Ministrów – wyjaśnia Mirosława Grochalska.

Autor artykułu: Jarosław Grabarczyk

MORĄG Liga halowa zakończona

Wednesday, February 28th, 2001

Zakończono rozgrywki Morąskiej Ligi Halowej Piłki Nożnej. Zwycięzcą ligi została drużyna Fens-Pol, która nie przegrała żadnego spotkania – zwyciężając dziesięciokrotnie i raz remisując w ostatnim spotkaniu z drużyną Spoko. Fens-Pol – Spoko 2:2, Derek – Zbieranina 17:1, OLO – Mlekovita 7:5, LEH-BAM – Wilo 4:1, Agromech-Alfa – Jaguar 7:3, Huragan – S. C. Kaczkan 6:0.

Pierwsze sześć drużyn otrzymało pamiątkowe puchary. Za pierwsze miejsce puchar ufundował burmistrz Morąga, a za drugie Morąska Izba Gospodarcza. Przyznano również nagrody indywidualne. Królem strzelców został Adam Kusiak ( Derek), zdobywca 33 bramek, najlepszym zawodnikiem Piotr Borysionek (Fens-Pol), najlepszym bramkarzem Czesław Czarnecki (Spoko), najstarszym zawodnikiem Henryk Marszałkiewicz (Zbieranina), najmłodszym zawodnikiem Rafał Miara (Huragan).

Autor artykułu: Bogdan Pietkiewicz

Sprzedają alkohol, chociaż przepisy zabraniają

Wednesday, February 28th, 2001

Rada Osiedla Kościuszki złożyła wczoraj do władz miasta petycję z prośbą, by odebrały koncesję na sprzedaż alkoholu Stowarzyszeniu Belfer. W dwupiętrowym budynku Belfra przy ul. Emilii Plater 13 na parterze mieści się bar z piwem. Piętro wyżej niepubliczna szkoła policealna, kształcąca m. in. informatyków, sekretarki, księgowe. Prowadzi ją Placówka Kształcenia Zawodowego.

- To bulwersujące, żeby w jednym miejscu był alkohol i szkoła – uważa Piotr Kowalski, wiceprzewodniczący Rady Osiedla Kościuszki. – Do tego huczne bale w restauracji nie pozwalają spać w nocy mieszkańcom sąsiednich domów. Dlatego domagamy się odebranie koncesji Belfrowi.

Jerzy Małek, dyrektor szkoły, nie widzi nic złego w sąsiedztwie baru z piwem.
- Nasi uczniowie są dorośli – wyjaśnia Małek. – Poza tym większość zajęć prowadzimy nie tutaj, a w salach wynajmowanych od szkół w całym Olsztynie.
Podobnego zdania jest Ryszard Szymański, prezes Belfra.
- Kursy w budynku przy ul. Emilii Plater kończą się o godz. 15, przed otwarciem kawiarni – tłumaczy Szymański. – Koncesję na alkohol mamy od 1993 roku, zanim rozpoczęła działalność Placówka Kształcenia Zawodowego.

Informacją o szkole i pijalni w jednym budynku zaskoczyliśmy Błażeja Gawrońskiego, dyrektora miejskiego Zespołu Profilaktyki i Terapii Uzależnień, który obiecał nam zająć się sprawą.
- Uchwała Rady Miejskiej zabrania sprzedaży alkoholu w bezpośrednim sąsiedztwie szkół – mówi Błażej Gawroński. – Stowarzyszenie może więc nie mieć przedłużonej koncesji na sprzedaż alkoholu.

Autor artykułu: Ewa Sierocińska

Kto przeprosi klienta?

Wednesday, February 28th, 2001

Spodnie Mieczysława Krysika, którego obsługa olsztyńskiego hipermertketu Hit i policja puściła do domu w kalesonach, są rzeczywiście jego. Po przeszło tygodniowym śledztwie olsztyńska policja wyjaśniła sprawę, o której Gazeta Olsztyńska pisała w połowie lutego.

Mieczysława Krysik wybrał się po chleb i został zatrzymany przez obsługę Hita. Posądzono go o kradzież spodni. Obsługa zabrała mu je i sprowadziła policję. Klient w kalesonach został zawieziony na komisariat, a po złożeniu wyjaśnień puszczony tak jak stał do domu.
Koronnym świadkiem w sprawie okazała się krawcowa, która skracała spodnie Mieczysława Krysika. Mistrzyni igieł oczyściła klienta z podejrzeń poznając swój ścieg i nitkę. Odprasowane na kancik spodnie niebawem wrócą do właściciela.

- Ochrona zrobiła co trzeba. To policja popełniła błąd, że zabrała te spodnie i to ona powinna przeprosić klienta – twierdzi Mariusz Kur asystent dyerktora Hita.
Sławomir Mierzwa zastępca komendanta miejskiego policji nie znalazł dyscyplinarnego przewinienia u swych podwładnych, którzy po przesłuchaniu zatrzymanego kazali mu w kalesonach iść do domu. Komendant na podstawie fotografii z naszej gazety, uważa, że spacer po mieście w granatowych kalesonach wyglądających jak dres, to jeszcze nie tragedia.

- Policjanci przewinienia nie popełnili, ale mogli wyświadczyć temu panu grzeczność i odwieźć go tam, skąd zabrali. Uczulę na takie zachowania funkcjonariuszy – zapewnia Sławomir Mierzwa.
- Mój mąż i ja w dalszym ciągu czujemy się urażeni zarówno przez ochronę Hita, jak i policjantów – mówi Iwona Krysik. – To było poniżające. Czekamy na oficjalne wyjaśnienie i przeprosiny. Od tego jakie one będą, zależy co zrobimy.

Autor artykułu: Lech Kryszałowicz

Łańcuch czystych serc

Tuesday, February 27th, 2001

W południe, pod olsztyńskim ratuszem kilkaset osób stworzyło żywy łańcuch, by symbolicznie zjednoczyć się przeciw narkomanii.
Uwagę zwracały tłum młodzieży i transparenty: ?STOP narkomanii?. ?Narkotyki to dobrowolna śmierć?.

? Czemu spotykamy się pod ratuszem? To forma presji na władze, manifestacji. Bo drogi i mosty są ważne, ale problemy młodych ludzi również ? mówił Błażej Gawroński, dyrektor Miejskiego Zespołu Profilaktyki i Terapii Uzależnień. ? Poza tym ten plac upodobali sobie handlarze narkotyków. Na chwilę chcemy im to miejsce odebrać.
Jak zaznacza Janusz Strzelecki, szef olsztyńskiego Monaru, nikt nie ma dokładnych informacji ilu jest w regionie narkomanów. Wiadomo jedno: biorą coraz młodsi. Najmłodsza, uzależniona osoba z jaką miał do czynienia, to ośmiolatek, który odurzał się klejami. Najczęściej zażywany narkotyk to heroina. Wśród młodzieży popularna jest marihuana. Choć są to środki nielegalne, to łatwo dostępne.

Potwierdzają to uczennice olsztyńskiego Gimnazjum nr 12, które uczestniczyły w manifestacji. ? Sprzedają i nasi koledzy i osoby z zewnątrz. Po ile? Nie wiem, nie pytałam, bo nie biorę! ? mówi Paulina.
? Po co brać? Jeden z moich kolegów przez to zmarł ? dodaje Agnieszka.

Autor artykułu: Anna Mioduszewska

Eutanazja – granice przyzwolenia, współczucia, konieczności

Tuesday, February 27th, 2001

Jeśli ktoś traci życie na własne życzenie, to jest to najczęściej samobójstwo. Natomiast śmierć na własne życzenie, ale zadana przez kogoś, to właśnie eutanazja – mówi profesor Andrzej Rzepilński z Uniwersytetu Warszawskiego. Twierdzi on też, że w naszych szpitalach dochodzi do eutanazji.

- Jeśli człowiek jest tak chory, że nie ma siły, by samemu przerwać własne cierpienie i poprosi o to inną osobę, to nie jest to samobójstwo?

- Są przypadki, w których chory terminalnie (ostatnie dni cierpień) popełnia samobójstwo. Zażywa wówczas trucizny, skacze przez okno lub się wiesza. Natomiast eutanazja wiąże się z działaniem innego człowieka.

- Musi być jednak na to zgoda chorego?

- Jeśli nie ma tej zgody, mamy do czynienia z czystym zabójstwem. Okolicznością łagodzącą przy wymiarze kary może być ewentualnie fakt współczucia dla cierpiącej ofiary, ale nie ulega wątpliwości, że jest to jednak zabójstwo. Ostatnio dyskutowano historię, która wydarzyła się w Anglii. Tam lekarz dokonał może nawet 400 zabójstw, z tego w dużej części osób w stanie terminalnym. Gybym był sędzią, w tym wypadku na pewno bym nie zastosował żadnych okoliczności łagodzących. Bo ta liczba ofiar świadczy o tym, że lubił zabijać i o współczuciu nie było mowy.

- Lubił zabijać i to wszystko?

- Tego typu przypadki mordowania osób bezbronnych ze względu na wiek czy chorobę zdarzają się głównie dlatego, że wcześniej lekarz lub pielęgniarka wyłudził od ofiary jakiś zapis w testamencie na swoją korzyść. Wtedy przyspiesza śmierć chorego poprzez wywołanie gwałtownego ataku serca czy systematyczne podawanie trucizny albo odjęcie leku, który ratuje życie.

- Trzeba więc wyraźnie oddzielić eutanazję od zwykłego morderstwa.

- Tak, bo eutanazja jest na życzenie cierpiącego i pod wpływem współczucia dla niego.

- Dlaczego więc sprawa eutanazji wzbudza tak wiele emocji?

- Eutanazja rodzi i musi rodzić emocje, bo nie uciekniemy od historii, zwłaszcza w Polsce, od programu nazistowskiego, który przy pomocy eutanazji chciał oczyścić tak zwaną rasę panów. Bądź przy pomocy innych metod, które były wtedy modne i nieobce nie tylko Trzeciej Rzeszy. Bo przecież wszystkie kraje skandynawskie przyjęły program eugeniki.

- Co to jest eugenika?

- Program ten zakładał bardzo aktywne działanie władz publicznych przeciwko osobom, które mogły reprodukować, jak to wtedy mówiono, ludzi niepełnowartościowych biologicznie. Ten program trwał do połowy lat siedemdziesiątych i polegał na zamykaniu tych ludzi w różnych ośrodkach, kontrolowaniu ich, pozbawianiu możliwości uzyskania pracy. Generalnie było to odseparowanie od reszty społeczeństwa. Skandal z eugeniką w Szwecji wykrył szwedzki dziennikarz pochodzenia polskiego o nazwisku Zaręba, który opublikował na ten temat serię artykułów. Okazało się, że przez ten program przeszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi!

- Ale chyba nie można porównywać eugeniki do eutanazji?

- Można, jeśli chodzi o sam zamysł. W obu przypadkach mamy do czynienia z legalnym pozbywaniem się osób, wykorzystując ich życzenie, które może być jednak czasowe. Taka osoba może potem walczyć o życie, ale nie być w stanie zmienić swojej decyzji i lekarze mogą tę osobę usunąć. Prawo pozwalające lekarzowi pomóc w zabiciu człowieka, a takim jest prawo holenderskie, jest w moim przekonaniu trudne do zaakceptowania.

- Dlaczego?

- Bo nie uwzględnia sytuacji granicznych. Ale wówczas na ten temat powinien się wypowiadać nie lekarz, tylko sąd. Weźmy przypadek chorego, który po rozległym wylewie może tylko poruszać oczami. Do niedawna przypuszczano, że w takiej sytuacji funkcje mózgu praktycznie ustały. Okazuje się, że nie. Chory jest w pełni świadomy, co się z nim dzieje. Znana jest historia pewnego Francuza, który porozumiewał się z otoczeniem za pomocą powiek. I załóżmy, że on daje powiekami znak komuś bliskiemu: ,Zabij mnie”. Nie wyobrażam sobie, że to impuls wystarczający do podjęcia przez lekarza ostatecznej decyzji. Natomiast wyobrażam sobie, że takie wątpliwości może rozstrzygąć sąd i to po publicznej debacie.

- Holandia chyba już rozstrzygnęła ten spór?

- Holendrzy poszli w tym kierunku, bo to jednak inna cywilizacja niż nasza. Mają rozwinięte instytucje podnoszenia jakości życia. W większości więc popierają swoje nowe prawo, choć spora grupa gorąco protestuje przeciw prawu do eutanazji.

- Czy przypadek holenderski nie stanie się punktem zwrotnym w mentalności europejczyków?

- Może tak być, choć ja raczej postrzegam to w kategoriach mody. Na przestrzeni wieków były różne mody, ale niewiele z nich przetrwało. Eugenika jest dobrym tego przykładem. Nikt dziś nie uważa, że trzeba pod przymusem kastrować osoby o niskim ilorazie ineligencji. Sądzę, że i moda na eutanazję przeminie, a Holendrzy będą kiedyś żałować, że takie prawo wprowadzili.

- Niedawno powiedział pan publicznie, że w polskich szpitalach dokonuje się eutanazji.

- Tak, myślę, że w praktyce dochodzi u nas do przypadków, że lekarz na żądanie pacjenta lub jego rodziny i pod wpływem współczucia, jeszcze przed rozpoczęciem uporczywej terapii, pomaga choremu popełnić samobójstwo. Na przykład podając choremu bardzo mocną dawkę morfiny. Z punktu widzenia prawa jest to czysta eutanazja. Tyle tylko, że statystyka sądowa nie wykazuje takich spraw, czyli informacje o tym nie docierają do wiadomości publicznej.

- A pan słyszał o konkretnych przypadkach?

- Osobiście nie znam takiego przypadku. Jakkolwiek od czasu do czasu docierają sygnały związane z eutanazją, ale wyjątkowo i dotyczące działania osób najbliższych choremu. Choć nie można wykluczyć sytuacji, kiedy lekarz sam, pod wpływem współczucia dla cierpiącego, skraca mu życie. Można to sobie wyobrazić zwłaszcza na oddziałach wewnętrznych. Podobnie jak w domu chorego. Przy czym trzeba brać pod uwagę, że rodzina tak już przebiera nogami do spadku, że jest zainteresowana ,skróceniem” jego cierpienia.

- I wyciąga mu poduszkę spod głowy?

- No właśnie. Ale skoro teraz nawet policja nie ma na ten temat wiedzy, trudno o tym dyskutować. Natomiast nie mogę sobie wyobrazić, że coś takiego zdarza się w hospicjach, gdzie pracownicy świadomie poświęcają się umierającym, więc nie po to, żeby ich zabijać.

- Co pan sądzi o wniosku grupy polskich posłów do premiera, żeby postawić państwo holenderskie przed Trybunałem Praw Człowieka? Właśnie za legalizację eutanazji?

- Można docenić ten gest w obronie życia, ale nie sądzę, by premier rządu RP mógł ten wniosek potraktować poważnie. Była to bowiem suwerenna decyzja parlamentu Holandii.

- Badania opinii publicznej w Polsce wykazują, że 40 procent obywateli akceptuje eutanazję. Z czego to wynika?

- Z pewnością ze sposobu postawienia tego problemu. Jeśli bowiem zadamy pytanie, czy jesteś za tym, żeby lekarz zabijał chorych na ich żądanie, to rozkład odpowiedzi będzie zupełnie inny. Chyba każdy w swoim najbliższym otoczeniu zetknął się ze śmiertelnie chorym i kiedy on umiera, następuje pewna ulga, że już nie cierpi. Ale gdyby zapytać tych respondentów, czy sami zażądaliby od lekarza skrócenia cierpień kogoś bliskiego, to nie wiem, czy 2 procent poparłoby eutanazję.

- Czy człowiek ma prawo do samobójstwa, jak uważał Albert Camus?

- Jak się patrzy na to z perspektywy praw człowieka, to nikt skutecznie nie może zrezygnować z prawa do życia. Tak jak nie mogę pozbyć się swojego prawa do wolności słowa. Nie mogę stanąć na rynku i ogłosić, że od dzisiaj tylko mój przełożony może decydować, co wolno mi powiedzieć. Nie mogę również ogłosić publicznie, że rezygnuję z prawa do życia i każdy mnie może zabić. A jak nie, to sam się tego życia pozbawię. Byłoby to działanie pozbawione wszelkiego znaczenia prawnego. Natomiast na temat samobójstwa prawo polskie się nie wypowiada, co jest istotne zwłaszcza w sytuacji odratowania niedoszłego samobójcy. Uważam, że tak powinno być, bo każdy ma prawo skrócić swoje życie.

- A czy jest pan za karą śmierci?

- Nie można administracyjnie dokonywać zabójstw. Nie można angażować funkcjonariuszy państwa w zabijanie. Tym bardziej, że zawsze istnieje niebezpieczeństwo pomyłki sądowej.

Autor artykułu: Marek Książek

Gołdap. Rusza uzdrowisko

Tuesday, February 27th, 2001

Wczoraj w gołdapskim ośrodku Wital rozpoczęło się trzydniowe spotkanie przedstawicieli krajowych regionalnych kas chorych z organizatorami tutejszego lecznictwa uzdrowiskowego.

Obecna jest m.in. Urszula Hura, wojewódzki specjalista ds. balneologii, współinicjatorka spotkania.
Ośrodek już przyjął nazwę Sanatorium Uzdrowiskowe ,Wital”. Skupiać się będzie głównie na leczeniu schorzeń układu oddechowego oraz narządów ruchu.

Będą tu m.in. okłady borowinowe, bicze szkockie. Ryszard Tymofiejewicz, dyrektor pierwszego gołdapskiego sanatorium, w krótkim okresie dokonał adaptacji budynku, w którym przez cały rok z leczenia będzie mogło korzystać dwustu kuracjuszy.

- Przed trzema miesiącami otrzymaliśmy status uzdrowiska i już w połowie marca pierwsi kuracjusze będą mogli korzystać z lecznictwa przyrodoleczniczego. Moim zdaniem jest to bardzo szybkie tempo – stwierdził wiceburmistrz Jarosław Słoma.

Przedstawiciele kas chorych zamierzają szczegółowo przeanalizować gołdapską ofertę, gdyż to właśnie kasy chorych zamawiają i opłacają usługi uzdrowiskowe.

Autor artykułu: Mirosław Słapik

PPChD: Czas wyciągnąć wnioski

Tuesday, February 27th, 2001

Wczoraj odbył się pierwszy regionalny zjazd Partii Polskich Chrześcijańskich Demokratów. Głównym tematem obrad było przygotowanie do wyborów parlamentarnych i powołanie 19-osobowego składu Zarządu Regionu PPChD.
Zarządowi Regionu nadal przewodniczy poseł Grażyna Langowska, jej zastępcą został Lech Żółkiewicz.

PPChD w regionie liczy około 200 członków. Na zjazd przybyło ich ponad 80. Zebrani dyskutowali o bezrobociu, braku bezpieczeństwa, złej kondycji służby zdrowia i o niedawnych konfliktach personalnych w lokalnej AWS.

- Przez wewnątrzpartyjne spory tracimy zaufanie wyborców na kilka miesięcy przed wyborami, a nasi przeciwnicy rosną w siłę nic przy tym nie robiąc – mówił do zebranych burmistrz Kętrzyna Tadeusz Mordasiewicz, członek Zarządu Regionu i Rady Politycznej PPChD. – Czas najwyższy zakopać topory wojenne i zacząć scalać AWS.

Był to pierwszy wojewódzki zjazd partii od jej powstania rok temu z połączenia Porozumienia Centrum i Polskich Chrześcijańskich Demokratów.

Autor artykułu: sier