Holenderski parlament zdecydował o legalizacji eutanazji. Wczoraj pytaliśmy o opinię ludzi, którzy mają kontakt z ciężko chorymi. Lekarze twierdzą, że nieuleczalnie chorzy nie chcą nie chcą nawet myśleć o eutanazji. Ich zdaniem sama rozmowa z o tym pacjentem jest makabrycznym pomysłem.
Tyle cierpienia, ile oglądają pracownicy elbląskiego Hospicjum, nie ma chyba w jakimkolwiek innym miejscu. A mimo to nikt tu nie mówi o eutanazji.
- Reakcje pacjentów na ból i cierpienie są bardzo różne – mówi Urszula Patalan, przełożona pielęgniarek. – To zależy od stadium choroby, od towarzyszących jej objawów, jak również od charakteru i światopoglądu człowieka.
Pracownicy przyznają, że zdarzają się osoby, które nie mogąc już znieść bólu, mówią, iż wolałyby już umrzeć. Jednak ich zdaniem, takie wyznania nie są do końca przemyślane.
- Każdy z nas ma chwile słabości, a co dopiero osoba, która tak bardzo cierpi – dodaje pielęgniarka Luiza Zelek. – Zdarza się, że w najcięższych chwilach ktoś mówi ,dajcie mi coś, żeby się te męki wreszcie skończyły”, ale to mija. My staramy się robić wszystko, by ulżyć tym ludziom w cierpieniu.
Do elbląskiego Hospicjum trafia coraz więcej pacjentów. Tylko w tym roku przez placówkę przewinęło się już około 190 osób.
- Opiekujemy się chorymi także w domach – dodaje Urszula Patalan. – Obecnie mamy 40 takich podopiecznych.
Do Hospicjum pacjenci przywożeni są już w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Ich pobyt w placówce wynosi przeciętnie trzy tygodnie. Jest to okres największego cierpienia, nie tylko fizycznego, ale i psychicznego, związanego ze świadomością zbliżającej się, nieuchronnej śmierci.
Zdaniem pielęgniarek, najlepiej znoszą cierpienie osoby wierzące, które widzą w nim sens i mają nadzieję, że po śmierci czeka je lepsze życie. O wiele gorzej jest wówczas, choć zdarza się to rzadko, gdy osoba jest niewierząca. Ale i wtedy psycholog, kapelan, rodzina i pracownicy Hospicjum starają się przekonać pacjenta, że mimo wszystko warto żyć.
- W żadnej sytuacji nie można odbierać życia innej osobie – wyznaje Luiza Zelek.
Jak twierdzą pielęgniarki, obcowanie z cierpieniem sprawia, że zaczynają doceniać zdrowie. Ból, z którym walczą na co dzień, nie pozostaje bez wpływu na ich życie.
- Trudno wyjść z Hospicjum i nagle o wszystkim zapomnieć – mówi pielęgniarka Małgorzata Kruk. – Zawsze pamięta się imiona i nazwiska pacjentów, ich twarze. Często wspominamy tych, którzy odeszli.
Pacjenci, oczekujący kresu swego życia w olsztyńskich szpitalach, nie godzą się, by pytać ich o to, czy myślą o śmierci, czy kiedykolwiek prosili lekarzy, by ulżyli im w cierpieniu. Lekarze przyznają, że błaganie o szybką śmierć zdarza się niezmiernie rzadko.
- Od roku, odkąd istnieje nasz zakład, nikt nie wspomniał nawet o eutanazji. Każdemu dajemy poczucie jego wartości. Nie pozwalamy, by choroba ich przezwyciężyła. Pacjenci w krytycznej sytuacji potrzebują zabezpieczenia przed bólem fizycznym. To pozwala im spokojniej znosić cierpienia. Widzą też, że ktoś interesuje się nimi i zapominają o śmierci – mówi Teresa Kocbach, kierownik olsztyńskiego Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego.
Placówką, w której leżą jedni z najciężej chorych mieszkańców naszego regionu jest Szpital Onkologiczny w Olsztynie. Trafiają tu ludzie z nowotworami. Nieraz ostatnią rzeczą, jaką widzą, są ściany i łóżko szpitalne. Mimo to większość z nich chce żyć.
- Przez czterdzieści lat mojej pracy w tym szpitalu, tylko dwie osoby poprosiły nas o dobicie. Zazwyczaj wszyscy błagają o chociaż jeden dzień więcej. Chcą, by jakoś im ulżyć – wyznaje dr Stanisław Niepsuj, dyrektor Szpitala Onkologicznego.
Wczoraj udało się nam porozmawiać z rodziną osoby, która miała nowotwór mózgu. Przeszła operację, ale po sześciu miesiącach zmarła. Pytaliśmy, czy widząc, w jakim stanie była chora, zastanawiali się nad eutanazją.
- Nawet nam to przez myśl nie przeszło. Gdybym jednak to ja był na jej miejscu, chyba wybrałbym skrócenie sobie cierpień – stwierdził jeden z członków rodziny.
Autor artykułu: Tomasz Sosnowski, Jarosław Grabarczyk