Archive for November, 2000

Nie chcą dwóch oddziałów

Thursday, November 30th, 2000

Oddział urologii elbląskiego szpitala wojewódzkiego rozszerzył ostatnio zakres specjalistycznych badań. Było to możliwe dzięki zakupowi nowego sprzętu, m.in. toru wizyjnego, który umożliwia obserwowanie na monitorze przebiegu operacji. Lekarze ze szpitala wojewódzkiego są zdania, że przy obecnym wyposażeniu i kadrze medycznej są w stanie sami zapewnić opiekę mieszkańcom miasta. Ich zdaniem utrzymywanie oddziału urologii w szpitalu miejskim jest niepotrzebne.

- Oprócz oddziału prowadzimy również poradnię urologiczną – wyjaśnia Jan Meller, ordynator. – Opiekę pacjentom zapewnia 7 lekarzy i 20 pielęgniarek. Większość kadry zwolniła się ze szpitala miejskiego i wraz ze mną od podstaw stworzyła oddział w szpitalu wojewódzkim. Dzielenie pieniędzy oferowanych przez kasę chorych między dwa oddziały jest nielogiczne.

Zdaniem ordynatora szpital miejski nie ma, ani kadry, ani sprzętu, żeby prowadzić urologię. Dyrektor szpitala miejskiego Mieczysław Sokołowski jest innego zdania.

- Złożyłem już ofertę do kasy chorych – mówi Mieczysław Sokołowski. – mam sprzęt i lekarzy. Oddział jest potrzebny, nie zamierzam z niego rezygnować.

Autor artykułu: Agata Załuska

Tysiące jachtów po sto złotych

Thursday, November 30th, 2000

Turystyka żeglarska przynosi dochody nie tylko latem. Łodzie muszą gdzieś ,zimować", a to kosztuje. Puste stodoły i kurniki potrafią przynieść pokaźny zysk.

Szacunkowe obliczenia mówią, iż na jeziorach mazurskich w sezonie letnim przebywa kilkanaście tysięcy jachtów żaglowych i motorowych. Jednak tylko część ,zimuje" na nabrzeżach i w hangarach. Pozostałe są wywożone w inne rejony Polski.

- Nie jest łatwo oszacować liczbę przechowywanych łodzi – mówi Andrzej Szocik, wicekomandor Giżyckiego Stowarzyszenia Żeglarskiego. – Na obszarze od Pisza po Węgorzewo może to być nawet 6 tys. jednostek. Przeciętna opłata to 100 zł za miesiąc.

Występują znaczące różnice w cenach, gdyż zimowanie pod dachem kosztuje znacznie więcej. Ponadto trzeba doliczyć 50 zł za wydobycie jachtu na brzeg.

- Łodzie na zimę przyjmuje wiele osób i firm – mówi Roman Kułdo, właściciel firmy czarterującej sprzęt żeglarski. – Ceny wahają się od 600 zł do 1600 zł. Zależy to od warunków, ewentualnego dozoru i czasu przechowywania.
Łodzie trafiają do stodół, kurników, różnych pomieszczeń i ,pod chmurkę".

Trudna do określenia jest liczba osób, które odprowadzają podatki za tego typu usługę, a które robią to poza fiskusem. Zastępca naczelnika giżyckiego Urzędu Skarbowego Krystyna Waśniewska nie udzieliła nam od ręki takiej informacji, zasłaniając się koniecznością dogłębnego zbadania sprawy.

- Zdarza się, że łodzie przechowywane są u rodziny czy znajomych i oficjalnie dzieje się to nieodpłatnie – mówi Wojciech Caban, dyrektor Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego, który również przyjmuje na zimę sprzęt pływający, uzupełniając dochody na działalność szkoleniową. Podatki okazują się drażliwą sprawą.

Autor artykułu: Sławomir Kędzierski

Czwórka w totka

Thursday, November 30th, 2000

26-letni Jacek S. został wczoraj skazany przed Sąd Okręgowy w Olsztynie na cztery lata więzienia za napad na kolekturę totolotka w Dobrym Mieście. 30 marca br. przy użyciu pistoletu startowego sterroryzował pracującą w niej Emmę J.

Jacek S. ma żonę i dziecko na utrzymaniu. Był bezrobotny, właśnie kończył mu się zasiłek. Przyjechał do Dobrego Miasta z Lidzbarka Warmińskiego. Pytał o pracę w jakiejś firmie, zajrzał do urzędu pracy. Czekając na autobus, kupił w kolekturze kilka losów-zdrapek. Kiedy w budynku zrobiło się pusto, postanowił dokonać napadu. Na widok broni Emma J. uciekła z kolektury. Jacek S. zabrał z kolektury pieniądze. Podczas ucieczki złapał go jeden z mężczczyn zaalarmowany krzykiem kobiety.

Autor artykułu: bs

Czy szpitale się połączą?

Thursday, November 30th, 2000

W Olsztynie pojawiają się informacje o planowanej fuzji trzech szpitali – dziecięcego i wojewódzkiego ze Szpitalem Miejskim. Propozycja taka wyszła od samorządu wojewódzkiego. Dzięki fuzji Szpital Wojewódzki miałby między innymi wyjść z trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się przez rosnące zadłużenie.

- Trudno powiedzieć, czy dojdzie do fuzji. Nasze rozmowy są pewnego rodzaju przymiarkami. Aby to doszło do skutku, muszą zafunkcjonować pewne polityczne mechanizmy – mówi Anna Kowenicka, dyrektor departamentu medycznego Urzędu Marszałkowskiego.

Dodała, że urząd ma też inne projekty na uratowanie Szpitala Wojewódzkiego. Wyjaśniła, że za wcześnie by o nich mówić. Wygląda jednak na to, że władze miejskie są niechętne patrzą na fuzję.

- Wspólny zarząd szpitala wojewódzkiego i dziecięcego może miałby sens, ale nie w połączeniu z miejskim. Trudno obarczyć nasz samorząd sytuacją, w jakiej jest szpital wojewódzki. Moglibyśmy konsultować się z nimi czasem, by nie niepotrzebnie nie konkurować ze sobą – stwierdza Ewa Zakrzewska, wiceprezydent Olsztyna, odpowiedzialna za służbę zdrowia.

Autor artykułu: Tomasz Sosnowski

Protest w filharmonii

Thursday, November 30th, 2000

Począwszy od dzisiaj przez dziesięć dni na budynku olsztyńskiej Filharmonii będą wisiały flagi. W ten sposób filharmonicy przyłączyli się do akcji protestacyjnej Krajowej Sekcji Pracowników Instytucji Artystycznych NSZZ ,Solidarność”.

Jest to protest przeciwko obecnemu systemowi finansowania kultury i stałemu zmniejszaniu przeznaczonych na nią środków. Związkowcy domagają się między innymi opracowania ustawy dotyczącej funkcjonowania instytucji artystycznych, przeznaczania na kulturę co najmniej 1 proc. PKB rocznie i wprowadzenia ochrony rynku pracy dla polskich artystów według zasad przyjętych w Unii Europejskiej.

W Olsztynie przed dzisiejszym koncertem z udziałem Radosława Sobczaka, uczestnika ostatniego Konkursu Chopinowskiego, razem z programami słuchacze otrzymają ulotki z informacjami na temat przyczyn i celów protestu.

Autor artykułu: mpp

Dwuwładza w uczelni

Thursday, November 30th, 2000

Od wczoraj Elbląska Wyższa Szkoła Humanistyczna ma nowego rektora i kanclerza. Zapowiadają oni duże zmiany. Dotychczasowy rektor EWSH Zdzisław Dubiella otrzymał w środę odwołanie z zajmowanej funkcji od założyciela szkoły – Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Koszalinie. Nie przyjął go jednak.

Dziś przed elbląską siedzibą szkoły pojawił się nowy rektor Janusz Soboń w towarzystwie nowego kanclerza Jana Baczyńskiego. Przywiózł ze sobą odwołanie dotychczasowego kanclerza uczelni Henryka Falla. Koszalińska delegacja nie została wpuszczona przez ochronę do siedziby EWSH. Zdzisław Dubiella i Henryk Fall przebywali w tym czasie w Ministerstwie Edukacji Narodowej w Warszawie.

- Bez użycia siły spokojnie i kulturalnie przejmiemy placówkę, bo jako założyciel mamy do tego prawo – twierdzi Janusz Soboń. – Zdzisław Dubiella został odwołany za nielojalność. Nie spełniał poleceń założycieli. Elbląska szkoła otrzymała samodzielność, ale wyłącznie w zakresie pracy dydaktycznej ze studentami. O innego rodzaju autonomii nie może być mowy.

Nowy kanclerz EWSH zapowiada duże zmiany w elbląskiej szkole.

- Elbląska szkoła ma pozwolenie wyłącznie na prowadzenie kierunku resocjalizacja – mówi Jan Baczyński. – Studenci administracji oraz marketingu i zarządzania nie mogą tu studiować. Według naszych informacji jest ich około 3 tysięcy. Będą musieli od przyszłego semestru przenieść się do Koszalina. Wiem, że to uciążliwe, ale takie jest zalecenie ministerstwa edukacji.

Autor artykułu: Agata Załuska

Kontrowersje wokół eutanazji

Wednesday, November 29th, 2000

Holenderski parlament zdecydował o legalizacji eutanazji. Wczoraj pytaliśmy o opinię ludzi, którzy mają kontakt z ciężko chorymi. Lekarze twierdzą, że nieuleczalnie chorzy nie chcą nie chcą nawet myśleć o eutanazji. Ich zdaniem sama rozmowa z o tym pacjentem jest makabrycznym pomysłem.

Tyle cierpienia, ile oglądają pracownicy elbląskiego Hospicjum, nie ma chyba w jakimkolwiek innym miejscu. A mimo to nikt tu nie mówi o eutanazji.

- Reakcje pacjentów na ból i cierpienie są bardzo różne – mówi Urszula Patalan, przełożona pielęgniarek. – To zależy od stadium choroby, od towarzyszących jej objawów, jak również od charakteru i światopoglądu człowieka.

Pracownicy przyznają, że zdarzają się osoby, które nie mogąc już znieść bólu, mówią, iż wolałyby już umrzeć. Jednak ich zdaniem, takie wyznania nie są do końca przemyślane.
- Każdy z nas ma chwile słabości, a co dopiero osoba, która tak bardzo cierpi – dodaje pielęgniarka Luiza Zelek. – Zdarza się, że w najcięższych chwilach ktoś mówi ,dajcie mi coś, żeby się te męki wreszcie skończyły”, ale to mija. My staramy się robić wszystko, by ulżyć tym ludziom w cierpieniu.

Do elbląskiego Hospicjum trafia coraz więcej pacjentów. Tylko w tym roku przez placówkę przewinęło się już około 190 osób.
- Opiekujemy się chorymi także w domach – dodaje Urszula Patalan. – Obecnie mamy 40 takich podopiecznych.

Do Hospicjum pacjenci przywożeni są już w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Ich pobyt w placówce wynosi przeciętnie trzy tygodnie. Jest to okres największego cierpienia, nie tylko fizycznego, ale i psychicznego, związanego ze świadomością zbliżającej się, nieuchronnej śmierci.

Zdaniem pielęgniarek, najlepiej znoszą cierpienie osoby wierzące, które widzą w nim sens i mają nadzieję, że po śmierci czeka je lepsze życie. O wiele gorzej jest wówczas, choć zdarza się to rzadko, gdy osoba jest niewierząca. Ale i wtedy psycholog, kapelan, rodzina i pracownicy Hospicjum starają się przekonać pacjenta, że mimo wszystko warto żyć.

- W żadnej sytuacji nie można odbierać życia innej osobie – wyznaje Luiza Zelek.
Jak twierdzą pielęgniarki, obcowanie z cierpieniem sprawia, że zaczynają doceniać zdrowie. Ból, z którym walczą na co dzień, nie pozostaje bez wpływu na ich życie.
- Trudno wyjść z Hospicjum i nagle o wszystkim zapomnieć – mówi pielęgniarka Małgorzata Kruk. – Zawsze pamięta się imiona i nazwiska pacjentów, ich twarze. Często wspominamy tych, którzy odeszli.

Pacjenci, oczekujący kresu swego życia w olsztyńskich szpitalach, nie godzą się, by pytać ich o to, czy myślą o śmierci, czy kiedykolwiek prosili lekarzy, by ulżyli im w cierpieniu. Lekarze przyznają, że błaganie o szybką śmierć zdarza się niezmiernie rzadko.

- Od roku, odkąd istnieje nasz zakład, nikt nie wspomniał nawet o eutanazji. Każdemu dajemy poczucie jego wartości. Nie pozwalamy, by choroba ich przezwyciężyła. Pacjenci w krytycznej sytuacji potrzebują zabezpieczenia przed bólem fizycznym. To pozwala im spokojniej znosić cierpienia. Widzą też, że ktoś interesuje się nimi i zapominają o śmierci – mówi Teresa Kocbach, kierownik olsztyńskiego Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego.

Placówką, w której leżą jedni z najciężej chorych mieszkańców naszego regionu jest Szpital Onkologiczny w Olsztynie. Trafiają tu ludzie z nowotworami. Nieraz ostatnią rzeczą, jaką widzą, są ściany i łóżko szpitalne. Mimo to większość z nich chce żyć.

- Przez czterdzieści lat mojej pracy w tym szpitalu, tylko dwie osoby poprosiły nas o dobicie. Zazwyczaj wszyscy błagają o chociaż jeden dzień więcej. Chcą, by jakoś im ulżyć – wyznaje dr Stanisław Niepsuj, dyrektor Szpitala Onkologicznego.

Wczoraj udało się nam porozmawiać z rodziną osoby, która miała nowotwór mózgu. Przeszła operację, ale po sześciu miesiącach zmarła. Pytaliśmy, czy widząc, w jakim stanie była chora, zastanawiali się nad eutanazją.

- Nawet nam to przez myśl nie przeszło. Gdybym jednak to ja był na jej miejscu, chyba wybrałbym skrócenie sobie cierpień – stwierdził jeden z członków rodziny.

Autor artykułu: Tomasz Sosnowski, Jarosław Grabarczyk

Centrum Pielęgnacyjne Niebieski Parasol

Wednesday, November 29th, 2000

Centrum Pielęgnacyjne Niebieski Parasol może już kupić na własność budynek swojej siedziby. Zapłacą za niego 12 tysięcy złotych. Wczoraj pozwolili na to olsztyńscy radni.

Centrum przy ulicy Boenigka jest jedyną tego rodzaju placówką w kraju. Budynek, w którym się mieści, wydzierżawił im Urząd Miasta na 20 lat. Stowarzyszenie na Rzecz Chorych Trwale Unieruchomionych utworzone przez Okręgową Radę Pielęgniarek i Położnych wyremontowało go i wspomagane między innymi przez niemiecki zakon Joannitów wyposażyło w sprzęt rehabilitacyjny i specjalne urządzenia sanitarne.

Od września tego roku przyjmuje chorych. Daje pracę 100 osobom i opiekuje się 137 pacjentami w ośrodku i w domach. Gdy w przyszłym roku będą mieli specjalny samochód, kolejna grupa pacjentów będzie przyjmowana na dzień.

- Musimy kupić ten budynek – mówi Elżbieta Szwałkiewicz, prezes Stowarzyszenia. – Inaczej żaden bank nie udzieli nam kredytu i nie dostaniemy pieniędzy z zagranicznych funduszy pomocowych. Już kilkakrotnie nie chciano nam przyznać dotacji.

Na wczorajszej sesji Rady Miejskiej tylko trzech radnych głosowało przeciwko bezprzetargowej sprzedaży budynku.
- Centrum może działać w wydzierżawionym budynku – mówiła radna Anna Mackowicz. – Nie ma potrzeby go sprzedawać.

Większość radnych jednak była poruszona działalnością ośrodka.
- Chorzy są tam rehabilitowani całą dobę – powiedział Roman Przedwojski. – W czasach, gdy inne pielęgniarki protestują, te próbują coś robić i należy im to umożliwić.

Autor artykułu: Zbigniew Gorący

Marek Rutkiewicz: z Olsztyna do Paryża

Wednesday, November 29th, 2000

Olsztynianin Marek Rutkiewicz jest w historii polskiego kolarstwa najmłodszym zawodnikiem, po którego wyciągnęli ręce menedżerowie zachodniej zawodowej grupy kolarskiej najwyższej kategorii.

Rutkiewicz nie miał jeszcze dziewiętnastu lat, gdy w kwietniu 2000 r. zdecydował się opuścić Polskę. Kilka miesięcy wcześniej, podczas mistrzostw świata juniorów we Włoszech, w których Rutkiewicz uczestniczył, jego trener klubowy, a jednocześnie selekcjoner kadry narodowej juniorów Zdzisław Trojga przedstawił masażyście grupy Cofidis Bogdanowi Madejakowi (Polak, od 17 lat mieszkający we Francji) walory swojego wychowanka.

Niespodziewanie szybko sprawa startów olsztynianina w barwach francuskiego teamu nabrała realnych kształtów. Po kilku telefonach Madejaka do Polski Marek Rutkiewicz spakował niezbędne rzeczy, po czym ruszył pociągiem do Paryża.

- Przez ostatnie cztery lata byłem poza rodzinnym domem. Uczyłem się i trenowałem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Żyrardowie. Przyzwyczaiłem się więc do samodzielnego życia – wyjaśnia. – Zdecydowałem się na wyjazd Francji praktycznie bez obaw. Gorzej z rodzicami. Na początku nie za bardzo to akceptowali. Szczególnie mama się bała, jak tam sobie sam poradzę.

Młodym olsztynianinem zaopiekował się w Paryżu klub kolarski ACBB.
Zapewnił mu kąt w swojej siedzibie i kilka franków dziennego utrzymania. Były to jednak spartańskie warunki egzystencji. Po miesiącu Rutkiewicz wrócił do Polski. Jednak nie dlatego, że nie dawał już sobie tam rady, ale po to, aby zdać maturę. Wszystkie egzaminy zaliczył bez większych problemów i po kilkunastu dniach znów pojawił się nad Sekwaną.

Początki zagranicznej kariery młodego Polaka marzącego o karierze sławnych kolarskich profesjonalistów nie były usłane różami. Nie zawsze starczało mu pieniędzy na zaspokajania choćby podstawowych potrzeb. Niekiedy Marek Rutkiewicz prosił o pomoc rodziców.

Wkrótce przyszły pierwsze starty w wyścigach, z których nie zawsze wracał z pustymi kieszeniami. – Jak się człowiek dobrze we Francji ściga, to można zupełnie przyzwoicie żyć – przyznaje z lekkim zażenowaniem. – Tam się jednak zupełnie inaczej rozgrywa wyścigi niż w Polsce. U nas początek jest najczęściej bez walki, dopiero przed metą zaczynają się ataki. We Francji od samego początku jest gaz i do samego końca walczy się o jak najlepsze pozycje. Nie jest to łatwe, ale już się przyzwyczaiłem. Najlepiej jeździ mi się w górach, szczególnie kiedy nie ma upału. Zdecydowanie wolę chłód i deszcz niż pełne słońce – dodaje.

Pod koniec sezonu olsztynianin był coraz wnikliwiej obserwowany przez szperaczy z Cofidisu. Że tak będzie, wspomniał mu wcześniej Bogdan Madejak. Rutkiewicz starał się jak mógł, aby w tych właśnie wyścigach odegrać ważną rolę. Na kilku kolarskich imprezach pojawili się nawet menedżer i dyrektor sportowy grupy. Przyglądali się młodemu Polakowi. Prawie do końca października nie znał ich opinii. Widać dostrzegli w nim jednak zadatki na dobrego kolarza, skoro zdecydowali się na pozyskanie go do swojej grupy.

- Dyrektor sportowy w rozmowie ze mną zapewnił, że w pierwszym roku startów będę miał trochę luzu. Mówił, że nie bądę startował w największych wielooetapówkach, bo jestem jeszcze na to za młody – tłumaczy Marek Rutkiewicz. – Po tej rozmowie bez większych obaw podpisałem kontrakt, który obowiązuje przez dwa lata od 1 stycznia 2001 r. Pierwsze zgrupowanie zaczynam jednak już w grudniu, w Hiszpanii.

Rutkiewicz na razie mieszka we Paryżu, myśli jednak o przeprowadzeniu się w przyszłości na Lazurowe Wybrzeże lub w okolice siedziby Cofidisu – Roubaix. W najbliższym czasie zamierza podszlifować język. Nie bez znaczenia jest też obecność w Paryżu Bogdana Madejaka, który z niemal ojcowską czułością opiekuje się Markiem.

- W Cofidisie jest 29 szosowców i 5 torowców. Najbardziej znanym kolarzem jest Brytyjczyk David Millar, który ma na swoim koncie etapowe sukcesy m.in. w Tour de France – mówi Marek Rutkiewicz – Przed rozpoczęciem sezonu nie ma podziału na słabszych i mocniejszych. Dopiero po pierwszych sprawdzianach dzieli się grupę na mocniejszych i słabszych. Najlepsi będą startować w najbardziej prestiżowych zawodach. Zdaję sobie sprawę, że na razie jestem w tym towarzystwie zaledwie czeladnikiem, i że będę musiał zaczynać od… podawania bidonów, ale to mnie wcale nie przeraża. Cieszę się, że przebywam w kraju, który słynie z dobrego kolarstwa. Zawszę jednak będę tęsknił do Olsztyna i jego okolic. Tak wspaniałych kolarskich tras jak u nas nie ma na całym świecie.

Autor artykułu: Lech Janka

Szpitale równe i równiejsze?

Wednesday, November 29th, 2000

Prezydent Elbląga negocjuje z marszałkiem województwa nierówny podział środków między elbląską i olsztyńską służbę zdrowia.

Firma konsultungowa Nexus, wraz Regionalną Grupą Wsparcia działająca przy olsztyńskim Urzędzie Marszałkowskim opracowała program zawierający propozycje finansowania restrukturyzacji placówek służby zdrowia w województwie.

Jego założenia początkowo obudziły sprzeciw marszłaka i środowisk medycznych. Po licznych konsultacjach program złagodzono. Jednak podział środków między elbląskie i olsztyńskie szpitale budzi niezadowolenie elbląskich środowisk lekarskich. Niezadowolenie wyraża również elbląska Solidarność.

- Z kwoty 62 mln zł elbląskie szpitale mają otrzymać niewiele ponad 4,5 mln złotych, olsztyńskie zaś prawie 16 mln – czytamy w piśmie skierowanym przez Mirosława Kozłowskiego, szefa elbląskiej Solidarności do marszałka. – Jest to podział stronniczy i dyskryminujący służbę zdrowia w Elblągu.

- Nie wiem czy podział środków można uznać za stronniczy, bo nie widziałam projektów restrukturyzacji olsztyńskich szpitali – twierdzi Elżbieta Gelert, dyrektor elbląskiego szpitala wojewódzkiego.

Podobnego zdania jest dyrektor szpitala miejskiego Mieczysław Sokołowski. – Dysproporcja środków jest widoczna, ale program restrukturyzacji nie jest zamknięty, może się zmieniać – mówi Mieczysław Sokołowski. Gdybyśmy byli szpitalem olsztyńskim być może dostalibyśmy większe środki. Ale podkreślam – być może…

Autor artykułu: Agata Załuska