Oszukańczy kredyt

March 16th, 2001

Leon B. zainteresował się ogłoszeniem o kredytach mieszkaniowych, które można spłacać bez odsetek. Dokonał opłaty wstępnej, ale pieniędzy nie otrzymał.

Mieszkaniec Ełku przeczytał ogłoszenie, że pierwsze 600 osób, które w ciągu tygodnia zdecydują się na kredyt w Polskiej Grupie Kapitałowej Kredyt otrzymają od 25 do 200 tys. zł bez spłaty odsetek.

- Byłem 357 osobą – mówi Leon B. – Zdecydowałem się więc na kredyt w wysokości 50 tys. zł. Okazało się, że aby go otrzymać muszę uiścić opłatę wstępną w wysokości 4 tys. zł.
Dopiero po wpłacie otrzymałem umowę. Jeden z pracowników zapewnił mnie, że nie ma w niej żadnych kruczków prawnych. Uwierzyłem mu i nie czytając jej dokładnie, podpisałem.
Pieniądze na zakup mieszkania, domu lub materiałów budowlanych Leon B. miał otrzymać w ciągu trzech miesięcy.

- Po upływie tego czasu nie dostałem żadnych pieniędzy – żali się Leon B. – Przysłano mi jednak zawiadomienie, że muszę spłacić pierwszą ratę kredytu. Postanowiłem wycofać się, ale wówczas okazało się, że stracę wpłacone wcześniej 4 tys. zł.

Okazało się, że kredyty nie są udzielane tak jak w banku.
- Firma jest prowadzona na zasadzie działalności samofinansującej się – mówi Artur Jeremak, pracownik PGK Kredyt oddział w Białymstoku. – Wszystkie kredyty, których udzielamy, są realizowane z pieniędzy klienta. Każdemu z nich przedstawiamy warunki umowy, którą później podpisuje. Wyraźnie jest w niej zaznaczone, że jeśli klient wycofuje się, to traci opłatę prowizyjną. W tym przyypadku jest to 4 tys. zł.

Leon B. zamierza złożyć doniesienie do prokuratury. Chce w ten sposób odzyskać stracone pieniądze. Proszący o anonimowość ełcki prawnik stwierdził, że są na to niewielkie szanse. Wpływ na to będzie miał głównie fakt, że poszkodowany jest pełnoletni i dobrowolnie podpisał umowę.

Autor artykułu: Grażyna Merchelska

MRĄGOWO Zwycięscy tenisiści

March 16th, 2001

Po serii zwycięstw w rozgrywkach III ligi tenisiści stołowi ABC UKS 7 Giżycko przegrali wyjazdowe spotkanie z Mrągowią 6:8. Atrakcją i ozdobą zawodów był pojedynek 48-letniego Janusza Rososińskiego nad mistrzynią Polski kadetek Martą Gołotą. Sposobem na młodszą o 35 lat mrągowiankę była urozmaicona zagrywka i gra kombincyjna.

- Podśmiewano się ze mnie, że unikam występu przeciwko Marcie, bojąc się ośmieszenia – mówi Rososiński.
Jednak tym razem rutyna wzięła górę i popularny Dziadek wygrał 2:1 (18, -15, 13). W całych zawodach Rososiński uzyskał aż 3,5 pkt. Jednego singla wygrał jeszcze Andrzej Wojsław, a punkty za zwycięstwa w grach deblowych dorzuciły pary Rososiński-Wojsław i Kropiewnicki-Mikucki.

Autor artykułu: as

Naukowcy badają przedszkolaków

March 16th, 2001

Naukowcy z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i uniwersytetu w Heidelbergu zbadają słuch ełckich przedszkolaków, używając najnowocześniejszej na świecie metody. Badania rozpoczęły się wczoraj w Przedszkolu Samorządowym nr 4 Ekoludki w grupie trzylatków.

- Przebadane zostaną wszystkie nasze grupy – mówi dyrektor przedszkola Anna Sierotko. – Badania prowadzone będą w każdy czwartek. Na naszym terenie jest to zupełna nowość.
Zajęcia prowadzi prof. Ursula Horsch z Heidelbergu z pomocą dwojga asystentów. Uczestniczą w nich również studenci Wydziału Pedagogiki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, którzy wybrali specjalizację związaną z wczesną stymulacją dzieci z wadą słuchu. Taki kierunek istnieje w Olsztynie dopiero od półtora roku.

- Myślę, że tego typu badania są w tym regionie bardzo potrzebne, ponieważ nikt do tej pory nie badał dzieci pod takim kątem – mówi prof. Ursula Horsch. – Wyniki zamierzam wykorzystać również w mojej pracy naukowej. Ważne jest również przygotowanie miejscowych studentów do wprowadzenia systemu takich badań w przyszłości właśnie na tym terenie.

W badaniach wykorzystywany jest najnowocześniejszy sprzęt specjalistyczny. Audiometr wypożyczyła znana firma warszawska, która współpracuje ze stroną niemiecką.
- To jest najnowsza metoda wykrywania wad słuchu na świecie – mówi Marta Bogdan, studentka IV roku pedagogiki.

- Ważne jest tu połączenie zabawy z badaniem. To pozwala na bezpośredni kontakt badającego i dziecka i umożliwia skuteczne wykrycie wady słuchu. Te badania należy przeprowadzać wśród dzieci do 6 lat. Im wcześniej wada będzie wykryta, tym większe są szanse na złagodzenie jej skutków. Jesteśmy przygotowywani do pracy nawet z niemowlętami.

Autor artykułu: Grażyna Merchelska

Historia obrazu Juliusza Kossaka

March 15th, 2001

Olsztyński architekt Witold Czajkowski postanowił ujawnić publicznie, że jest prawnukiem Juliusza Kossaka. Nie ma już powodu ukrywać tego dalej, ponieważ najcenniejsza jego pamiątka po sławnym przodku, obraz Koń z rzędem idzie pod aukcyjny młotek.

- Właśnie pod tym obrazem urodziłem się przy ulicy Obozowej 6 we Lwowie, gdzie mieścił się znany w środowisku artystów salonik najukochanszej córki Juliusza – Zofii. Imię Zofia nosiła też moja matka, bo było popularne w rodzinie – opowiada pan Witold.

Obraz zatytułowany Koń z rzędem powstał w 1895 roku, a więc ponad wiek temu. Jego dzieje wiążą się z historią sławnego rodu malarzy. Jego świetność zapoczątkował Juliusz Kossak, twórca szkoły polskiego malarstwa.

Juliusz, najmłodszy syn lwowskiego sędziego, który sam miał zostać jurystą, ale natura pociągnęła go do szkicownika i palety. Zarabiał na życie malowaniem koni po dworach i w ten sposób poznał przyszłą żonę – Zofię z Gałczyńskich, córkę bogatego ziemianina z Wielkopolski.

Ich ślub krewni panny młodej potraktowali jako mezalians, bo oto dziedziczka pokaźnego majątku z dnia na dzień została tylko malarzową. Dla zauroczonej osobowością i talentem męża Zofii nie miało to znaczenia, zwłaszcza że jej ojciec zafundował im wyprawę do Paryża.

Tam Jul poznał plejadę znanych artystów i mógł szlifować swój talent. I właśnie w Paryżu, przy akompaniamencie sylwestrowych petard Zofia urodziła mu dwóch synów: Wojciecha i Tadeusza. Ten pierwszy miał w metryce wpisany rok 1856, ale drugi już 1857. W Paryżu urodził się również trzeci syn Kossaków, Stefan. Natomiast córka Zofia przyszła na świat w 1861 roku już w Warszawie. Podobnie jak rok później druga córka Jadwiga.

Na akwareli, której próżno szukać w wystawowych i muzealnych katalogach, Mistrz umieścił swój autoportret i namalował konia w strojnej uprzęży. Zgodnie z przysłowiem, że konia z rzędem daruje się temu, kto się czymś szczególnie wyróżni. W tym wypadku na tak szczególną, choć tylko namalowaną nagrodę zasłużyła córka Juliusza Zofia, wtedy już po mężu Romańska.
- Otrzymała ten obraz z okazji urodzenia pierwszego dziecka po trzynastu latach od zamążpójścia – wyjaśnia Witold Czajkowski. Tym dzieckiem była Maria Romańska.

Z dokumentów przechowywanych przez pana Witolda wynika, że wnuczka Juliusza przyszła na świat 24 października 1895 roku. Urodziła się w uwiecznionym na obrazie dworku w Uładówce na Podolu, który był częścią posiadłości hrabiego Alfreda Potockiego. Dobrami tego arystokraty zarządzał właśnie Kazimierz Romański, mąż Zofii Kossakówny. Również w Uładówce sto lat temu urodziła im się druga córka – Zofia, czyli matka Witolda Czajkowskiego.

- Mój dziadek Kazimierz Romański dorobił się w Uładówce na tyle, że około 1904 roku nabył majątek w Hrusiatyczach na Rusi Halickiej. Wielokrotnie w w jego dworze bywali Kossakowie, co Wojciech Kossak opisał w Listach do żony i przyjaciół, a Magdalena Samozwaniec w książce Maria i Magdalena. Obraz Koń z rzędem wisiał w Hrusiatyczach na honorowym miejscu aż do 1909 roku, gdy dziadek Romański zbankrutował i cały jego majątek poszedł pod młotek. Ale obraz pozostał – opowiada pan Witold.

Co się stało? Historia jakby żywcem wyjęta z dzisiejszego polskiego kapitalizmu. Oto Kazimierz Romański wziął kredyt z banku na zakup nasion buraka cukrowego. Wystawił elegancki dwór, stajnię, laboratorium, ale inwestycja nie zwróciła się ze względu na ostrą konkurencję, zaś bank upomniał się o spłatę pożyczki. Tak oto początkujący biznesmen znów musiał zdać się na łaskę hrabiego Potockiego.

Razem z żoną Zofią i już trojgiem dzieci przenieśli się do Nowosielicy, gdzie Romański ponownie został skromnym zarządcą. Jego praktykantem był wówczas młody Stefan Szczucki, w którym zakochała się kolejna Zofia Kossakówna, wnuczka Juliusza, ale po synu Tadeuszu. Ta sama, którą znamy jako pisarkę Zofię Kossak-Szczucką. To ona w książce Dziedzictwo,w odniesieniu do potomków dziadka, użyła ironicznego sformułowania owoce mezaliansu.

Kazimierzowi Romańskiemu nie było dane dożyć sędziwego wieku. Gdy w 1911 roku na zamku w Starokonstantynowie Wołyńskim wznosił toast na cześć solenizantki Anny Kossak, zabił go zawał serca. Po jego śmierci Zofia Romańska wraz z dziećmi i obrazem przeniosła się do kamienicy przy ul. Obozowej 6 we Lwowie, gdzie w sierpniu 1927 rok urodził się Witold Czajkowski, znany olsztyński architekt.

- W tym saloniku kolejne panny z rodu chwaliły się kandydatami na mężów, tam Wojciech Kossak portretował gości, a jego córka Maria Jasnorzewska-Pawlikowska, zwana przez nas Lilką, recytowała swoje wiersze. Nie słuchałem ich, bo mnie nudziły – żartuje pan Witold.
Jego ojciec Wincenty Czajkowski zginął po 17 września 1939 roku, gdy szedł ze swoim oddziałem w kierunku granicy z Węgrami i po drodze doszło do walki z jakimś oddziałem, jak to potem oficjalnie określono.

Lwów dwukrotnie zajmowała Armia Czerwona, ale na szczęście omijała salonik przy Obozowej. Podczas okupacji nie zachodzili tam również oficerowie niemieccy, choć z pewnością nazwisko Kossak nie było im obce. Tylko podczas bombardowań Konia z rzędem znoszono do piwnicy. Ten obraz traktowany był w rodzinie ze szczególną troską.

W pierwszą rocznicę zakończenia II wojny światowem Lwowem wstrząsnęły nowe wybuchy. Tym razem był to salut altyleryjski dla uczczenia 9 maja. Zofia Kossak-Romańska, córka Juliusza, tak się przejęła tą kanonadą (myślała, że znów wybuchła wojna), że zmarła nagle na zawał serca. Tak jak jej mąż, choć przeżyła go o 35 lat.

- Po śmierci babki mieliśmy dwa wyjścia: jechać w stronę wschodzącego słońca albo na zapad, czyli zachód. Wybraliśmy to drugie. Obraz pojechał z nami do Gdańska, a potem z moją matką, bratem i ciotką Marią Romańską do Kluczborka, gdzie ciotka zmarła bezpotomnie w 1966 roku. Ja zostałem w Sopocie, tam skończyłem gimnazjum, a potem studiowałem na Politechnice Gdańskiej – wspomina Czajkowski.

Po śmierci jego matki w Raciborzu (1983 rok) i brata Kazimierza (1988 rok) obraz znalazł się w Olsztynie. Zgodnie z wolą brata pan Witold przekazał go swej córce Elżbiecie, która przyciśnięta koniecznością życiową postanowiła Konia z rzędem wystawić na aukcji. Choć jest to dzieło Kossaka, jego wartość nie przyprawi o zawrót głowy. Akwarela z czasem płowieje i dlatego jest nieco mniej cenna niż obrazy olejne, jakie malował choćby Wojciech Kossak, współautor Panoramy Racławickiej. Ale nazwisko Kossak samo w sobie jest cenne.

Autor artykułu: Marek Książek

Klub Miłośników filmu Rejs

March 15th, 2001

W pięknych okolicznościach przyrody, jak powiedzałby Jan Himilsbach, młodzi ludzie z Mrągowa zawiązali klub Miłośników Filmu Rejs. Pokochali ten polski film, w którym tylko nudy, nudy…

Adam Pytel, mrągowianin, wrócił do rodzinnego miasta w połowie ubiegłego roku. Wcześniej pracował w brukselskiej restauracji. – Mogłem nadal gotować, ale córka musiałaby się uczyć w Belgii, więc wróciliśmy do Polski – opowiada.

Stał się właścicielem klubu Jambalaya w mrągowskim Domu Kultury Zodiak. Oprócz sprzedaży napojów chłodzących, chciał zrobić ciekwszego i puścił swoim klientom film Rejs, potem Misia oraz filmy Monty Pythona.

Ludziom spodobało się to tak bardzo, że zaczęli przychodzić dla filmów. Na początku marca powołali klub miłośników Rejsu. Kapitanem został (przez aklamację, bo nie wiedziano jak wybrać metodę głosowania) Daniel Lachowicz. To dla niego zostanie wkrótce zorganizowany bal kapitański.

Daniel Lachowicz pierwszy raz obejrzał Rejs w czasie niedawnej służby w wojsku polskim, w Warszawie.

- Wśród kaset na świetlicy znalazłem Rejs – wspomina. - Z kilkoma kolegami siedzieliśmy i oglądaliśmy. Film nas zaciekawił i rośmieszył, bo pokazywał sytuacje znane nam z wojska. Dzięki niemu lżej mijały najgorsze chwile.

- Daniel opowiedział mi o tym filmie – mówi Andrzej Rawa. - Obejrzałem go kilka razy.
- Ja widziałem go już w ogólniaku – dodaje Adam Pytel. – Zakochałem się w nim! Mina Himilsbacha w czasie rozmowy o polskim filmie, jest nie do powtórzenia! Tego filmu się słucha, każdego słowa, dźwięku.

- Pierwszy raz oglądałem Rejs w samotności i nie miałem z kim się podzielić wrażeniami, teraz będę miał – stwierdza Grzegorz Noiński.

Ta czwórka to grono członków założycieli. Daniel i Andrzej próbują swych sił w teatrze Mańja, a Grzegorz jest bezrobotnym miłośnikiem żeglarstwa.

- W Rejsie powala mnie spontaniczność – mówi Adam.

Czy uda się powtórzyć Rejs? Jedynie Daniel jest optymistą.

- Można ruszyć nowe tematy – mówi. – Nie uda się zrobić filmu z takimi podtekstami – twierdzi Andrzej. - Ciężko improwizować tak, jak to robił Tym, że pięć minut mówił o czymś, co można zawrzeć w dwóch słowach. - Tamte czasy były niepowtarzalne – dodaje Adam.
Kogo przyciąga Rejs? – Indywidualistów – natychmiast odpowida Daniel. – I klimatowców – uzupełnia Andrzej.

W rozmowie fani Rejsu sypią tekstami z filmu, a wczasie projekcji mówią razem z aktorami, bo ich dialogi znają na pamięć.

- Ludzie wychodzą z kina po amerykańskim filmie i na parkingu nic już nie pamiętają – opowiada Daniel. – A teksty z Rejsu żyją wśród nas! - Treść, przesłanie filmu może do ludzi nie docierać, bo to opowieść o tamtych czasach – mówi Adam. – Byłem niedawno na sesji Rady Miejskiej w Mrągowie i powiem, że pewne sytuacje z filmu są wciąż aktualne. Po prostu głupota zawsze jest głupotą.

- Na bzdurne sytuacje patrzę przez pryzmat filmu – mówi Adam.
– A potem optymizm i luzik – dodaje Daniel.

Bal kapitański połączony z urodzinami Daniela zaplanowano na 6 maja. Jak zwykle tajne grono pomocników kaowca ma dużo pomysłów. Nie obędzie się bez śpiewów, pokazów gimnastycznych i jakiegoś konkursu o otaczającej nas przyrodzie. Może z Mikołajek wypłynie statek, może impreza odbędzie się w Mrągowie…

- Chcemy się bawić – mówi Adam, kandydat na kaowca. - Musimy tylko jeszcze zdobyć nieocenzurowaną wersję Rejsu.

Autor artykułu: Sebastian Mierzyński

OFERTY PRACY

March 15th, 2001

DZIAŁDOWO 697-20-70

Psycholog, pracownik działu handlu, dekarz, nauczyciel j. angielskiego, matematyki, diagnosta pojazdów samochodowych, inżynier i technolog drewna, nauczyciel, posadzkarz-kamieniarz, kierowca autobusu.

IŁAWA 649-55-02

Farmaceuta, szlifierz, nauczyciel fizyki, kinezyterapeuta, stolarz, frezer, inż. mechanik, kierownik produkcji – meblarstwo (Boreczno), kierownik salonu meblowego, operator koparki, księgowa, przedstawiciel handlowy, agent ochrony mienia (z licencją).

Praca dla inwalidy:

szwaczka, robotnik pomocniczy.

OSTRÓDA 646-42-92

Szwaczka, barman-kelner, recepcjonista, kucharz, technolog drewna, operator wózka widłowego, stolarz, kierownik produkcji meblarskiej, księgowa, glazurnik, brakarz drewna liściastego,

FILIA MORĄG 757-22-84

Kelner, kierownik produkcji meblarskiej, stolarz meblowy, cieśla, brukarz, dekarz, blacharz-lakiernik samochodowy, spawacz gazowy, krawiec-szwacz, technolog drewna, kierownik budowy, robotnik budowlany, kierowca samochodu ciężarowego, położna, stolarz trakowy.

NOWE MIASTO 474-31-02 wew. 267,255

Inż. budownictwa ogólnego, kierowca kat. C+E (z grupą inwalidzką), pomoc domowa, fryzjer damsko-męski, stolarz, sprzedawca, stolarz(2 osoby), pomocnik operatora pakowaczki do masła (2 osoby), dekarz, malarz z umiejętnościami wykonania ociepleń, murarz (3 osoby), cieśla, robotnik meliorcyjny.

Szczegółowych informacji udzielają powiatowe urzędy pracy pod podanymi wyżej telefonami.

Autor artykułu: mz

Rozporządzenie wojewody w sprawie pryszczycy

March 15th, 2001

Wojewoda warmińsko- mazurski wydał rozporządzenie dotyczące specjalnych środków ostrożności w związku z zagrożeniem pryszczycą. Wszystkie ubojnie, mleczarnie, zakłady przetwórstwa mięsnego i większe gospodarstwa hodowlane muszą zainstalować przy wejściach specjalne maty dezynfekujące oraz przygotować pojemniki do odkażania rąk. Kto jeszcze nie dostosował się do wymogów rozporządzenia, musi liczyć się z karą grzywny.

- W powiecie iławskim wymóg stosowania dezynfekcji dotyczy około 50 podmiotów – mówi Jerzy Błażejewski, powiatowy lekarz weterynarii. – Z tego ponad dwadzieścia, to gospodarstwa indywidualne. Rozesłaliśmy już treść rozporządzenia. Inspekcja weterynaryjna będzie czuwać nad jego realizacją.

W Olsztynie większość zakładów zabezpieczyło się wcześniej.

- Przy wjeździe do masarni maty są już zainstalowane – mówi Piotr Wieczorek, właściciel dużego zakładu przetwórczego.

Od wczoraj wzmożono kontrole sanitarne większych skupisk zwierząt. W razie jakichkolwiek podejrzeń, weterynarze będą pobierać próbki i przesyłać je do badania laboratoryjnego. Wczoraj w Wojewódzkim Inspektoracie Weterynaryjnym w Olsztynie odbyło się specjalne szkolenie dla lekarzy powiatowych na temat postępowania w wypadku stwierdzenia ogniska pryszczycy.

Autor artykułu: Grzegorz Adamowicz

Lidzbark Warmiński. Zarażony pies żył w mieszkaniu

March 15th, 2001

Pierwszy od kilku lat przypadek wścieklizny stwierdzono na terenie Lidzbarka Warmińskiego. Sprawa jest o tyle nietypowa, że pies, u którego stwierdzono wściekliznę, był udomowiony. Od szczeniaka wychowywał się w czterosobowej rodzinie.

Teraz wszyscy domownicy muszą być poddani serii szczepień. Najpewniej czeka to również dwie pozostałe rodziny mieszkające w tym samym budynku przy ul. Wiślanej, oraz wszystkie osoby, które miały kontakt z zarażonym zwierzęciem. Kot należący do sąsiadów pechowej rodziny zostanie uśpiony.

- Pies padł podczas drugiego dnia obserwacji w olsztyńskim Zakładzie Higieny Weterynaryjnej – mówi Franciszek Tausiewicz, powiatowy epizoocjolog. – Sanepid prowadzi obecnie wywiad mający określić krąg osób, które mogły mieć kontakt z wścieklizną. Inspekcja weterynaryjna wystąpi do wojewody o uznanie podejrzanego rejonu miasta za obszar zagrożony chorobą.

Na razie nie wiadomo, jak pies mógł się zarazić. Prawie na pewno nastąpiło to poprzez kontakt z innym chorym zwierzęciem. Właściciele psów i kotów nie powinni w tym rejonie puszczać swoich zwierząt luzem. To piąty przypadek wścieklizny stwierdzony od początku roku na terenie powiatu lidzbarskiego.

Autor artykułu: Grzegorz Adamowicz

Recytowali Krasickiego

March 15th, 2001

W Wojewódzkim Ośrodku Kultury odbył się miejski etap konkursu recytatorskiego poezji polskiej. Jego pierwsza edycja poświęcona była twórczości Ignacego Krasickiego. W eliminacjach wzięło udział 22 recytatorów reprezentujących wszystkie elbląskie gimnazja. Najchętniej recytowano bajki i satyry.

Jury przyznało najlepszym nagrody. Otrzymały je: Ewelina Kamasz, Anna Aleksandrowicz oraz Katarzyna Proch. Komisja wyróżniła również siedem osób. Wszyscy nagrodzeni i wyróżnieni będą reprezentować nasze miasto w finale, który odbędzie się w kwietniu w Lidzbarku Warmińskim.
Tam komisja wyłoni laureatów oraz przyzna nagrodę specjalną dla reprezentacji miasta. Będzie nią wyjazd do Berlina – miasta w którym zmarł Ignacy Krasicki.

Autor artykułu: krzyn

Konkurs: Moja mała ojczyzna

March 15th, 2001

Wczoraj w Szkole Podstawowej nr 2 w Iławie odbył się finał szkolnego konkursu wiedzy o Iławie pod nazwą Iława moja mała ojczyzna.

Organizacją konkursu zajęły się nauczycielki Grażyna Krakos i Bożena Lewandowska. Finał poprzedzony był eliminacjami, w których wzięło udział ponad 50 uczniów. Do ścisłej czołówki dostało się 10 uczniów. Pytania konkursowe dotyczyły historii Iławy oraz ostatnich wydarzeń związanych z miastem.

W jury zasiedli między innymi Marek Polański, wiceburmistrz Iławy i Heronim Baczewski, prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Iławskiej.

Zdaniem finalistów pytania były trudne. Nie wszyscy wiedzieli, kiedy przez Iławę przejechał pierwszy pociąg elektryczny, albo kiedy zaczęła funkcjonować kanalizacja miejska. Jednak nauczyciele byli zadowoleni z poziomu wiedzy.

- Gratuluję uczniom tak dużej wiedzy o naszym mieście - mówił Marek Polański i  cieszę się, że uczniowie interesują się historią Iławy.

Laureatami konkursu zostali uczniowie z klasy 6 a.

- Spodziewaliśmy się, że pytania będą trudne, dlatego sporo czytaliśmy na temat Iławy – powiedzieli nam Łukasz Kamiński i Grzegorz Leśniewski. - Solidnie się przygotowaliśmy. Liczyliśmy na zwycięstwo.

Nagrody dla uczestników ufundowali rodzice. Były to m.in. monografie Iławy i albumy ze zdjęciami miasta i okolic. Dowiedzieliśmy się, że w przyszłości szkoła planuje zorganizowanie międzyszkolnego konkursu wiedzy o Iławie. Najprawdopodobniej odbędzie się on w przyszłym roku szkolnym.

Autor artykułu: Paweł Barczak